(+48) 503 074 603
kszyk@int.pl

In memoriam…

In memoriam…

Panenmiłizm życia i twórczości Wiesława Prastowskiego
jako współczesny przykład humanizmu z wszystkimi jego atrybutami

kszyk.pl: pic 1: In memoriam Wiesława Prastowskiego

„Pamiętajcie o ogrodach
Przecież stamtąd przyszliście
W żar epoki użyczą wam chłodu
Tylko drzewa tylko liście” [1]

zdjecie – archiwum rodzinne

Słowa te przyszły mi natychmiast do głowy, kiedy dostałem od żony zmarłego dr n. med. Wiesława Prastowskiego – prof. Iwony Kątnik-Prastowskiej tomik Cisza przemijania w podziękowaniu za wspólnie spędzony czas na egzaminach dyplomowych w Wyższej Szkole Medycznej w Kłodzku.

Nie znałem osobiście Pana Wiesława, ale już po pierwszym zetknięciu z Jego poezją, zawartą w tomiku Cisza przemijania, który otrzymałem od Jego wspaniałej żony, Iwony, stała mi się ona tak bliska, nie tylko ze względu na tzw. męski sposób podnoszenia i interpretowania danego tematu, odnoszący się do logicznego toku prowadzenia słowa, ocierającego się o traktat filozoficzny, na co zwrócił mi uwagę jeden z kolegów po piórze na naszych corocznych Międzynarodowych Spotkaniach Poetyckich w czeskim Broumowie, ale także ze względu na niesamowitą wrażliwość szukania, interpretowania i prezentowania kalokagatii prawdy wykształconego oraz doświadczonego życiem humanisty, że nie potrafiłem jako poeta powstrzymać się od napisania wiersza p.t. Laudacja z kropką, który zaprezentuję Państwu w dalszej części dzisiejszego wykładu.

ŻYCIORYS

Szanowni Państwo, nie jest żadnym odkryciem stwierdzenie, że nasze życie determinowane, a nawet predestynowane jest przez czasoprzestrzeń, w której przychodzi nam żyć z mniej lub bardziej właściwą indoktrynacją społeczną w danym geopolitycznym miejscu.

Wiesław Prastowski urodził się w Łunińcu na Polesiu w roku 1936, a dzieciństwo i czas II Wojny Światowej spędził na białostockim Podlasiu. W Jego domu rodzinnym, co chciałbym zaznaczyć z całą stanowczością, żywe były ideały „Bóg, Honor, Ojczyzna”, które ucieleśniali zarówno Jego pragmatyczna matka, jak i ojciec-ideowiec – najpierw nauczyciel j. polskiego i dyrektor Liceum Ogólnokształcącego, a potem aktywny członek Armii Krajowej.

Czas wojny musiał i pozostawił trwałe traumy w psychice młodego Wiesława. Doświadczenie upokorzenia i eksterminacji Żydów, ogólny niedostatek czy permanentny lęk o zdrowie i życie z traumą pobicia Jego matki, Scholastyki, przez gestapowca na oczach dziecka, poskutkowały późniejszą neurotycznością u dorosłego już mężczyzny.

Czy poezja była Jego katharsis, antidotum na nabyte traumy? Pewnie tak, skoro przepracowując okrucieństwa czasu wojny, napisał w wierszu Liście losu[2]:

kszyk.pl: pic 2: In memoriam Wiesława Prastowskiego,zdjęcie - Pixabay, autor:  Greyerbabyhttps://pixabay.com/pl/users/greyerbaby-2323/

„Przychodzimy na świat
uwarunkowani miejscem w czasie
liście losu roznosi wiatr historii
niewiele zostawiając wolnej woli”.

zdjęcie – Pixabay, autor: Greyerbaby

W wierszu Na krawędzi[3] natomiast, który Autor wielokrotnie parafrazował i poprawiał, jak mantra pojawiają się słowa:

kszyk.pl: pic 3: In memoriam Wiesława Prastowskiegohttps://unsplash.com/photos/grayscale-photo-of-city-CzsHs8A87Y0

„To co się zdarzyło
widzę przez pryzmat wojny
podwójnej okupacji
wyzwolenia i zniewolenia
uczenia się
porażek i sukcesów”

„grayscale photo of city” – Unsplash, autor: museumsvictoria

Tabula rasa księgi życia Wiesława Prastowskiego od urodzenia zapisywał dualizm etyczny świata i jego bolesne, empiryczne nauki. Istnienie dobra i zła towarzyszyły Mu przez cały okres dorastania, a wiosna dzieciństwa nie była, niestety, tęczą beztroski. Do tego okresu muszą odnosić się słowa jednej z Jego wielu mądrości życiowych, mówiące o tym, że:

„Kompleksy niższości i zawiści wyzwalają agresję, przemoc i żądzę dominacji. Działania przez okiełznanie to złudzenie”[4].

Jakże trafna i piękna jest to diagnoza tezy mówiącej o tym, że przemoc rodzi przemoc, a ciągła walka wznieca wojnę, która potem trwa w swoim okrucieństwie do wyniszczenia jednej ze stron, czego namacalne dowody mamy przecież współcześnie za naszą wschodnią granicą, a barbarzyństwo i okrucieństwa wojny w całej ich okazałości możemy obserwować w zdehumanizowanej Strefie Gazy, gdzie życie ludzkie przegrywa z psychopatyczną żądzą osiągnięcia celu.

Mimo tych wszystkich traum dorosły już Wiesław z nostalgią wspominał czasy dzieciństwa. W wierszu pt. Dziękuję Mamo[5] czytamy:

kszyk.pl: pic 4: In memoriam Wiesława Prastowskiegozdjęcie, Pixabay, autor: 5921373:https://pixabay.com/pl/photos/dziecko-stopy-ojciec-matka-2717347/

„Wiem że jesteś blisko
zanurzona w rzece czasu
po drugiej stronie życia.
Wciąż zachowuję w pamięci
Twoje nieprzespane noce
Nad moją kołyską
Kiedy nuciłaś
Tam w Łunińcu na Polesiu
Gdzie leniwa Prypeć płynie (…)”

zdjęcie – Pixabay, autor: 5921373

Jego matka, jak dalej pisał w tym wierszu, „uczłowieczała małego człowieka”, będąc dla Niego opoką, Hestią i wychowawczynią. To ona pielęgnowała drogie każdemu patriocie wartości świąt i tradycji religijnych. W Z podróży przez życie[6] Wiesław pisał do swojej matki:

„Piszę do Ciebie mamo z podróży przez życie
z przeżytych ranków i wieczorów
z moich dobrych i złych humorów
zapamiętanej tęsknoty do dni
kiedy piekłaś świąteczne ciasto
a my nakrywając do wigilijnego stołu
wypatrywaliśmy pierwszej gwiazdki”.

Czas dzieciństwa Wiesława był trudny, ale mimo wszystko szczęśliwy. Tak go opisywał w wierszu pt. Świat dzieciństwa[7]:

„Zaczarowany świat dzieciństwa
fascynuje nas baśniowością
powraca na jawie i w snach
później olbrzymieje świat
życie wypełnia szczęście lub cierpienie
odpadają skrzydła marzeń.”

Gdy „odpadły skrzydła marzeń”„życie wypełniło cierpienie”, wybrał zawód lekarza, w którym przepięknie rozkwitł, spełniając dwie najwyższe potrzeby człowieka, sklasyfikowane przez Abrahama Maslowa: potrzebę uznania i szacunku oraz potrzebę samorealizacji, zdobywając niemalże natychmiast po ukończeniu studiów pierwszy i drugi stopień specjalizacji na ocenę celującą z jednej, z drugiej zaś strony pomagając, jako młody lekarz, we współtworzeniu pierwszej w Polsce Kliniki Angiologii w ramach Instytutu Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej we Wrocławiu, która w roku 1980 została podniesiona do rangi Katedry i Kliniki Angiologii pod kierownictwem Pani profesor Barbary Kowal-Gierczak.

Dokonując późniejszej introspekcji, Wiesław Prastowski w wierszu Co mogą zrobić piszący lekarze?[8], sam siebie nazwał „humanistą bez złudzeń”, który zastanawiając się „nad wartościami, nad tym co ważne lub mniej ważne”, robi sobie „codzienny rachunek sumienia przy podglądaniu przeznaczenia”[9], będąc jednocześnie „twórcą własnego losu”, widzącym przy tym „zaczadzenie fałszem i kłamstwem”[10], a także „wielkość mówienia prawdy”.

W metafizycznym dualizmie życia lekarza-poety jako lekarz „spieszył każdemu z pomocą będąc ratownikiem życia”[11], a jako poeta „podnosił życie i stawiał na swoim miejscu”[12].

Ileż musiał mieć w sobie odwagi i pokory, żeby przyznać się przed samym sobą i światem: „Byłem nieraz nieodpowiedzialnym głupcem / Nierozsądnym bez życiowego doświadczenia”[13] czy „To był błąd / Że na cierpienie / Patrzyłem obojętnie / To był błąd / Że dla czynienia dobra / Brakowało mi cierpliwości”[14] wiedzą tylko Ci, którzy mieli szczęście znać tego wielkiego człowieka.

Po uzyskaniu stopnia doktora nauk medycznych i niewątpliwych sukcesach w pracy zawodowej został Ordynatorem Oddziału Wewnętrznego C w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym im. Józefa Babińskiego we Wrocławiu, w którym, wygrywając kolejne konkursy, piastował to stanowisko przez 16 lat, aż do odejścia na emeryturę 1 stycznia 2003 roku.

Zawód lekarza

Zawód lekarza traktował jako powołanie, a pacjenta „nie jako medyczny przypadek, ale jak fascynującą historię, którą należy odkryć, zrozumieć i której trzeba pomóc”[15]. W wierszu pt. Wyznanie[16], który jest parafrazą słów jego bratanka Wojciecha Prastowskiego, przyznaje:

kszyk.pl: pic 5: In memoriam Wiesława Prastowskiego

„Przyglądam się duszy
bardziej niż ciału
spowiednikiem jestem
w świątyni Hipokratesa (…)
gdy widzę śmierć
ratuję godność
pozwalam odejść
nie gasząc nadziei”

zdjęcie – archiwum rodzinne

Jeżeli oczy są zwierciadłem duszy, to słowa są materialnym zwierciadłem myśli, wyrazem aktualnego stanu umysłu. Cóż innego mogło zaprzątać myśli lekarza-poety, jeśli nie dychotomia życia i śmierci, będąca walką lekarza o przechylenie się szali zmagań na stronę życia, a w nieodwracalnych kolejach losu współczujące towarzyszenie „uczłowieczonemu” pacjentowi w jego powolnym gaśnięciu. Widząc ból, cierpienie i swoją bezradność w wypełnianiu się przeznaczenia drogi życia, On-lekarz zanosił błagalne prośby do Wszechmocnego:

„Zabierz
błagalne oczy przykutych do łóżek
którzy nadzieję
pokładali we mnie

Weź ze szpitalnych korytarzy
pozbierane ich nagłe uzdrowienia
i rozgrzane moją niemocą ręce dla tych
którym pomóc nie mogłem” [17].

W jednym i drugim przypadku natomiast nieodzownym remedium, cudownym panaceum zdrowienia tudzież kojącym balsamem bólu miała być… rozmowa. Za nią dopiero szły wszystkie inne zabiegi medyczne. Owo „uczłowieczone człowieczeństwo” dla Wiesława Prastowskiego znaczyło w pierwszej kolejności pracę nad niewyczerpalnymi siłami umysłu i potęgą podświadomości człowieka-pacjenta, którego leczyć miało duo: siła jego własnego umysłu, a dopiero potem dostępne zabiegi medyczne.
W uznaniu za zasługi dla rozwoju neuropsychologii poprzez poezję został odznaczony „Medalem Virtuti Medicinali”, który bardzo sobie bardzo cenił.

Dla Wiesława Prastowskiego pacjent nie był jedynie numerem czy kolejnym przypadkiem medycznym, elementem szarej ludzkiej masy, lecz przede wszystkim człowiekiem. W eseju Każdy z nas jest opowiadaniem, czyli rzecz o człowieczeniu człowieka[18] daje On wyraz swojego humanizmu połączonego z najwyższymi standardami etyki zawodowej, zawartej w kanonie czterech najważniejszych zasad uwspółcześnionego przyrzeczenia przysięgi Hipokratesa „primum non nocere” z 10 przykazaniami poszanowania czci, godności i autonomii pacjenta. Jak przyznaje we wstępie do Ciszy przemijania:

„Zapamiętałem szczególnie 6. przykazanie – „w życiu moim, zarówno prywatnym, jak i zawodowym, przestrzegać będę zasad moralności i nie splamię honoru swego żadnym czynem niegodnym lekarza i obywatela”[19]. „Zapamiętałem szczególnie 6. przykazanie – „w życiu moim, zarówno prywatnym, jak i zawodowym, przestrzegać będę zasad moralności i nie splamię honoru swego żadnym czynem niegodnym lekarza i obywatela”[19].

kszyk.pl: pic 6: In memoriam Wiesława Prastowskiego

Koledzy z pracy

„Uczłowieczonym człowiekiem” dla Wiesława Prastowskiego, jak już kilkukrotnie wspomniałem, był w pierwszej kolejności pacjent. Tuż za pacjentem – lub obok niego – stali Jego współpracownicy. Realizując swoje plany i marzenia utworzenia nowoczesnego oddziału, zyskał uznanie i szacunek nie tylko pacjentów jako współczujący lekarz-humanista, lecz także współpracowników jako sprawny organizator i życzliwy mentor, dzielący się chętnie swoją wiedzą i doświadczeniem. Prof. Andrzej Kierzak tak wspomina Wiesława Prastowskiego:

Zachowałem oryginalną pisownię dla podkreślenia stosunku prof. Kierzaka do Wiesława Prastowskiego

„Był humanistą i erudytą, typem filozofa, tworzącym wokół Siebie atmosferę życzliwości i ciepła. Mądrze posługiwał się wrodzoną inteligencją, wrażliwością, ciągle pogłębianą wiedzą. Pomagał gestem, słowem, Swoją postawą. Wydaje się, że szło Mu o to, aby przenosić człowieka w doskonalszy, bogatszy w doznania, ciekawszy wymiar istnienia. Był Człowiekiem dobrze wychowanym, posiadającym dar łączenia ludzi, których po prostu uwielbiał; człowiekiem, któremu wpojono ideały i który nieraz był rozczarowany tym, że te ideały, dla których się realizował, niekoniecznie się sprawdzają. Wiesław sprawiał wrażenie, że przyzwoitość stanowiła po prostu Jego życiową dewizę.”[20]

Wielki polski humanista XX wieku, profesor za życiowe zasługi, nie zaś za pracę naukową, Władysław Bartoszewski, mawiał: „Warto być przyzwoitym, choć nie zawsze się opłaca”. Ową dualistyczną walkę, jakkolwiek byśmy tego dualizmu nie nazwali, prowadzi przecież każdy z nas, dokonując codziennych wyborów.

Wiesław Prastowski, jako ów przyzwoity humanista, kierowany miłością do człowieka, nie zważając na zagrożenia wojny, udał się w latach 1980-1982 do libijskiej Misuraty, gdzie pełnił rolę lekarza-specjalisty i ordynatora oddziału męskiego. Zyskał tam nie tylko praktykę medyczną, ale także – niczym Jan Skawiński z sienkiewiczowskiego „Latarnika” – doświadczył samotności i tęsknoty za Polską, jego Ojczyzną oraz za rodziną. W zapiskach z tamtego okresu czytamy:

„Życiem ludzi kierowały surowe i proste reguły Koranu, a ja niewierny i biały stawiałem pierwsze kroki. Tamtejszy chleb wydawał się gorzki, bo przepojony tęsknotą do kraju i rodziny. Samotność wśród obcych mocno doskwierała i bolała, ale sens pracy dla chorych pomagał.”[21].

Dopełnieniem humanistycznej wielkości Wiesława Prastowskiego była Jego działalność społeczna na rzecz górników kopalni węgla brunatnego „Turów” w Turoszowie, gdzie dzięki Jego pracy rozwiązano wiele problemów przemysłowej służby zdrowia, a On sam został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi.

Lato życia Wiesława Prastowskiego było gorące, a wirowi pracy we wszystkich miejscach, do jakich poprowadziła go Jego droga życia, przyświecały najwyższe z humanistycznych ideałów, których kolejnym dowodem było Jego trwanie ze stoickim „sustine et abstine” („cierp i panuj”) przy pierwszej chorej żonie do końca jej dni.

Jesień życia Wiesława Prastowskiego, zgodnie z fizyczną zasadą równowagi sił w przyrodzie czy buddyjską zasadą karmy, przez którą sądzony jest los człowieka, czyli ilość jego dobrych i złych uczynków, zalśniła ciepłymi kolorami Miłości, ozłacając Go za wszystkie jego dotychczasowe życiowe dokonania i zasługi poznaniem Iwony (profesora zwyczajnego nauk medycznych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu), która stała się Jego wielką Miłością. Miłością spełnionego dzięki Niej dojrzałego człowieka, będącą zarówno muzą poety, jak i pragmatyczną, rozumiejącą zawód lekarza, partnerką życiową.
W wierszu Do Ciebie[22] przyznaje:

kszyk.pl: pic7: In memoriam Wiesława Prastowskiego

„Błądziłem długo
zatrzymując się
na przystankach zwątpienia
znalazłem przyjaciela
żonę pięknooką (…)
Kocham Cię
szczęście mi dajesz
wznosisz do nieba
jesteś tym wszystkim
czego mi potrzeba.”

zdjęcie – archiwum rodzinne

Miłość

Imię 'Iwona’ stało się dla poety Wiesława synonimem szczęścia oraz spełnionej Miłości i odmieniane było przez wszystkie możliwe przypadki. Dla Niej, dzięki Niej i przez Nią powstało wiele utworów. Była dla Niego obecna nawet „Gdzieś pomiędzy słowami / niespokojnych nocy i dni”[23], będąc jednocześnie „prawdą jego życia”[24]. Chciał Ją wielbić w każdym swoim słowie, a niepewność bycia niezrozumiałym wyjaśniał tak: „Mówię o Tobie / Choć trudno o tym mówić / Mówię więc o tym / że mówię o Tobie”[25].

Stendhal powiedział, że:

„Kochać to znaczy znajdować przyjemność w oglądaniu miłej i kochanej nam istoty, w dotykaniu jej
i odczuwaniu jej wszystkimi zmysłami z tak bliska, jak to tylko możliwe.”

Iwona była obecna wszędzie – pomiędzy słowami i w słowach, utkanych z werterowskiej, platonicznej tęsknoty czy marzeń, które odnajdujemy w wierszach o znamiennych tytułach: Nie ma Cię[26] czy Tęsknię do Ciebie[27], lecz także – czy raczej przede wszystkim – w utworach, gdzie dokonuje się fizyczny akt miłosnego spełnienia w intymności, do której poeta wpuszcza nas za Zamkniętymi okiennicami[28] – tam, gdzie „słowami Miłości / przemawiają ręce”, pokazując swoje Pragnienie „(…) bliskości / i dotyku Jej ramion”[29], a nawet Pożądanie[30], pełne namiętności i subtelnej zmysłowości. Obrazy te malowane są z najwyższą klasą i smakiem gentelmana oraz zadziwiającą umiejętnością pokazania pełnego aktu miłosnego za pomocą zaledwie 20-stu słów, wliczając w to przyimki i spójniki.

Iwona stała się dla Wiesława całym Jego światem. Przez Nią On-poeta widział, a nawet słyszał świat:

„Przez Ciebie na świat patrzę
nie świat widzę, lecz Ciebie
zamykam oczy, obraz Twój nie gaśnie
uszy zatykam, słyszę Cię zawsze.”[31]

Jesień życia to okres zbierania plonów, których alegorią obfitości w całej swojej okazałości była dla Wiesława niewątpliwie Iwona, jako grecka bogini Tyche. Jest to także okres zwolnienia, rewizji dokonań, zadumy i spojrzenia w siebie, z odwiecznym pytaniem o sens istnienia i wyznawanych wartości.

Czas

Czas, Pan życia, zaczyna się jakby kurczyć, a truizm przestróg kochanych rodziców z czasów młodości, mówiący o tym, że życie jest krótkie i szybko upływa, zaczyna się sprawdzać. Czas według Wiesława Prastowskiego „(…) zawiera w sobie sacrum i profanum / (…) Początek i koniec / Między (którymi) rozpięta (jest) nitka życia”[32]. W mitologii greckiej przędzie ją bogini losu, Pani życia – Kloto, a jej siostra Atropos, Pani śmierci, czeka już nieuchronnie, aby ją przeciąć.

Przemijanie

Średniowieczne pozdrowienie z klasztorów kontemplacyjnych, „Memento mori”, leczyło i leczy z dążenia do ziemskich zbytków, skłaniając życie ku wyższym wartościom nie tylko swych zakonników, lecz – jak wskazuje historia literatury – także pisarzy każdego wieku i każdego pokolenia.
Owa „oczywista oczywistość” konstatacji, że każda pobudka to jeden dzień bliżej śmierci, jest obecna także w twórczości człowieka, który dożył szczęśliwie 84 lat. W wierszu Czymże jest śmierć[33] po początkowych pytaniach retorycznych następuje ich wyjaśnienie, z oczywistymi twierdzeniami, że „Śmierć jest zagadką / Umieramy stopniowo przez całe życie”, (…) jest ostatnim aktem / Od którego nie można uciec”. O ile oczywisty fakt śmierci i świadomość naszego przemijania na drodze życia ku śmierci, o którym traktuje cały tomik Wiesława Prastowskiego o znamiennym tytule Cisza przemijania[34], są lub powinny być nie tylko hamulcem dla podłości życia w zbytkach tego świata, ale również impulsem dla – jak mówią słowa Desideraty – „przyjęcia spokojnie, co nam lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości”
w fizycznym jego aspekcie, kiedy ciało nie nadąża za duszą, to także – lub przede wszystkim – powinny skłaniać do zastanowienia się nad przestrogą, zawartą w wielu metaforycznych porównaniach świadomości „śmierci za życia” jako życia bezcelowego czy bezsensownego. Według Wiesława Prastowskiego człowiek umiera za życia, „Gdy ustają dążenia i aspiracje / Zaczyna się umieranie / Kiedy brakuje celu i sensu życia / Kiedy nie potrafimy kochać ani nienawidzić”[35].

Bóg

Wiesław Prastowski bardzo dobrze rozumiał też sens słów Desideraty „(…) żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek się trudnisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia”, ponieważ, pomimo swojej rozległej humanistycznej wiedzy, był człowiekiem wierzącym – wątpiącym, ale wierzącym. Episteme, poznanie praw rządzących światem czy doświadczenie obcowania ze śmiercią każdego niemalże dnia nie przysłoniły mu świadomości istnienia siły wyższej, którą w naszych kręgach kulturowych nazywa się Bogiem.

Co prawda jako młody lekarz, pełen ufności w siłę wiedzy i możliwości człowieka, krzyczał na początku swojej drogi zawodowej z właściwą młodości pychą w swoistym manifeście agnostyka:

„Jest Coś
co wy-łoniło się
nim powstały niebo i ziemia
ciche i niewidzialne
bezkres w czasie i przestrzeni
po prostu jest
nie ulega przemianom
nie odczuwa zmęczenia
jest Matką i Ojcem Wszechświata
Wierzący nazywają
Bogiem”[36],

ale już jako dorosły, doświadczony biczem życia mężczyzna pokornie przyznał, że „Człowiekowi trudno żyć bez wiary i nadziei / Gdy ginie wiara i nadzieja cierpi / Tęskni za latami prostej ufności.”[37], gdy „Przy Wigilijnym stole”[38] pielęgnowane były piękne polskie tradycje świąteczne, otulone ciepłem Miłości rodzicielskiej z jakże wymownymi życzeniami:

„Gwiazdo Betlejemska
która za chwilę pojawisz się
na granatowym niebie tradycji
bądź z nami w Wigilijną noc
sprowadź radość i nadzieję
do świata pełnego zła
świeć światłem pokoju i miłości
niech Dzieciątko Boże
pobłogosławi nasz dom
rozbudzi wiarę we wszystko
co ma swój sens
abyśmy byli bliżsi sobie
niech moc opłatka
zdejmie maski obojętności
splecie zwaśnione dłonie
niech dni wypełnią się
spełnieniem Wigilijnych życzeń.”

Wiara dla Wiesława Prastowskiego była nie tylko wspomnieniem z dzieciństwa, ale także „Łaską patrzenia na rzeczywistość w perspektywie wieczności”[39], a gdy czara goryczy egzystencjalnego bólu się przelewała, wiara była „siłą wytrzymania ze sobą”[40] samym ze znamienną świadomością:

„Wiem
jesteś wszędzie
w każdej chwili
na niebie i na ziemi
ale to czego pragnę
bądź we mnie zawsze (Wiaro)
to moje życie będzie
do wytrzymania”.

W wierszu Deszczowe preludium[41] Wiesław Prastowski, niczym dr Faust, przechadzający się groblą dokonań i przeżyć własnego życia, przyznaje z radością spełnionego człowieka:

„Ciągle szukałem Apollińskiego ładu
umiaru i harmonii
lub dionizyjskiego życia bez norm i granic
radosnego i pełnego optymizmu
dzisiaj trudno mi osądzić która droga słuszniejsza
problem dotyka najgłębszych jaźni każdego człowieka
pozostaje jego tajemnicą”.

pozostawiając nam (Szanowni Państwo) jakże wymowną receptę na bycie szczęśliwym:

„Nie ma większego szczęścia
od czystych rąk i sumienia
większej siły od szlachetności”[42].

Zima życia Wiesława Prastowskiego nadeszła niespodziewanie dnia 8 kwietnia 2021 około godz. 14. Kiedy siedział w swoim ulubionym fotelu przy okrągłym stoliku pełnym gazet i książek, z nieodzownymi towarzyszami jesieni życia, psem Igo i kotkiem Wiką, czekając, jak zawsze, na swoją wielką Miłość – Iwonę, zatrzymał się zegar Jego ziemskiego czasu, rozpoczynając swoje odmierzanie w wieczności, a przeszłość, teraźniejszość i przyszłość stały się jednością, jak napisał w wierszu „Mój czas jest ze mną”[43]:

„Mój czas zatrzyma się kiedy przyszłość
teraźniejszość i przeszłość
staną się jednością.”

PODSUMOWANIE

Niepodobna w ramach ograniczonego czasowo wykładu zawrzeć całej życiowej, empirycznej mądrości lekarza, ubranej w czułą wrażliwość poety, której pyszne owoce kosztować można w napisanych przez niego jedenastu tomikach wierszy o znamiennych tytułach: Zostawić ślad (1993), Wejść w ciszę (1995), Człowiek potrzebuje człowieka (2001), Między świtem a zmierzchem (2003), Dotyk muzy (2005), Smakowanie czasu (2007), Obrazy słowem malowane (2009), Ars longa, vita brevis (2015), Zmysły śpiewały (2017), Optimus et Maximus (2017) czy Cisza przemijania (2019).

William Blake w wierszu pt. Wyrocznie niewinności napisał:

„Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
W godzinie – nieskończoność czasu.”

PROZA

Próbując pokazać twórczość Wiesława Prastowskiego „w ziarenku piasku” i bezmiar poruszonych przez Niego światopoglądowych oraz egzystencjalnych rozważań w „ściśniętej dłoni”, pozwolą Państwo jeszcze na chwilkę refleksji z immersyjnym zanurzeniem się w Jego eseje, które zasługują, w moim przekonaniu, na szczególny rodzaj uznania. Są one swoistymi traktatami filozoficznymi z ciekawymi skądinąd konkluzjami filozofującego lekarza.
Tytuł eseju Każdy z nas jest opowiadaniem, czyli rzecz o człowieczeniu człowieczeństwa[44] z jego nieswoistym tautologicznym neologizmem „człowieczenie człowieczeństwa” tak bardzo mi się spodobał, że stał się moim. Znaleźć go możemy także w wierszu pt.: Mamo, gdzie tytułowa bohaterka „uczłowieczała małego człowieka”, którym był mały Wiesław. We wspomnianym eseju natomiast Autor zauważa, że „Szalejący postęp technologiczny w zderzeniu z kryzysem humanistyki niepokoi wielu naukowców, artystów i filozofów”[45]. Ciężko nie zgodzić się z dostrzegalnym kryzysem nie tylko humanistyki, lecz być może także samego homo sapiens, którego sapientia fałszywego pojmowania rozwoju zdaje się unicestwiać powoli samego homo, czego współczesnym dowodem jest choćby galopująca automatyzacja procesów produkcyjnych czy możliwości rozwijającej się w zastraszającym tempie sztucznej inteligencji. W dalszej części wspomnianego eseju autor krzyczy niczym postać z obrazu Muncha: „Współcześni ludzie ulegają pewnemu stereotypowi myślenia o problemach zdrowia spadkiem poczucia odpowiedzialności za własne oraz cudze życie i zdrowie, bezmyślnością w eksploatowaniu zasobów ziemi i kosmosu.”[46], czego skutkiem jest „głód wiedzy na temat sposobów przeżywania w zdrowiu jakościowo cennego i twórczego życia.”[47] Autor nawołuje więc do „potrzeby powrotu do greckich humanistycznych ideałów starożytności – Piękna, Prawdy oraz Dobra”[48], a jako lekarz do „kreacji medycyny na miarę XXI wieku” oraz zaprzestania „dehumanizacji praktyk medycznych”[49].

W traktacie Rozważania nad czasem zauważa, że:

„Tracić czas, to jakby tracić jego istotną wartość zdrowie”[50].

Jest to jedna z najlepszych znanych mi konstatacji i komparacji zarazem, mówiących o świadomości wartości czasu, która zderzona ze zdrowiem, nie danym każdemu z nas na zawsze, nabiera szczególnego znaczenia, stając się jakże niedocenianym darem.

Człowiek dbający o zdrowie w czasie, podsumowując ów traktat, powinien być uporządkowanym układem cząsteczek, ponieważ „ich nieuporządkowanie ma prowadzić do rozmycia ich indywidualnych cech, wzrostu entropii i utraty odrębności, przez co traci się zdrowie”[51], a ów porządek, pod którym – jak mniemam – kryć się ma dbałość o stan psychofizyczny danego osobnika, jest „trwałym rusztowaniem”, które opiera się czasowi biologicznemu. Autor traktatu pozwala sobie jako lekarz na naukową przestrogę, że zdrowie jako „uporządkowany i zorganizowany układ cząsteczek pozostawiony samemu sobie nieuchronnie podlegać będzie rozpadowi i dezorganizacji”[52], której efektem jest choroba. Od naszego uporządkowania i dbałości o stan psychofizyczny z jednej, z drugiej zaś strony od świadomości racjonalnego korzystania z czasu, nietracenia go oraz doceniania „tu i teraz”, zależeć ma jedna z najwyższych wartości człowieka, którą jest szczęście.

Proza Wiesława Prastowskiego rysuje nam obraz człowieka oświecenia, intelektualisty o szerokim kręgu zainteresowań, wykraczających poza obszar Jego profesji, obraz miłośnika wiedzy, stawiającego własne tezy filozoficzne.

POEZJA

Jego poezja jest przedłużeniem prozy w aspekcie refleksyjno-filozoficznym i ukazuje w całej swojej rozciągłości ból egzystencjalny, jakiego doświadcza empiryczny humanista w dualistycznym świecie wartości. Jego podmiot liryczny konstatuje wartości filozoficzne, religijne i metafizyczne jako wrażliwy poeta z jednej, z drugiej zaś strony antropologiczno-ontologicznie jako wybitny lekarz i oscyluje niezmiennie na dwóch przeciwległych biegunach życia i śmierci, ze świadomością kruchości ludzkiego życia oraz ogromną sokratejską pokorą możliwości wiedzy względem praw natury, zawartą w słowach:

„Niewiele się nauczyłem
czego nie wiem
nie wie nikt
a to co wiem
wie niewielu”[53]

Pokora ta popychała Go do ciągłego rozwoju i zgłębiania wiedzy o bycie, z poszukiwaniem właściwych szczęśliwemu człowiekowi miejsc i wartości. Gdyby ktoś miał wątpliwości, czego można się przez całe życie uczyć, Wiesław Prastowski podpowiada w wierszu Uczę się[54]:

Uczę się samotności
Przerywania ciągu świadomości
Uczę się zatrzymywania czasu
Składania myśli w całość
Uczę się pokory wobec życia
Uciekam w ogrody dzieciństwa
Od zgiełku cywilizacji
Uczę się słuchania muzyki ciszy
Odczuwania radości
Wyzbywam się pychy wszechwiedzącego
Uczę się skromności
Dawania więcej niż brania
Uczę się niepotrzebnej miłości
Wymagam odrobinę szacunku
Pragnę być blisko prawdy
Dotykać piękna i dobra.

Czy te słowa wymagają jakiegokolwiek dodatkowego słowa komentarza? Sądzę, że nie.

Dlaczego pozwoliłem sobie nazwać Wiesława Prastowskiego moją bratnią duszą po piórze? Ponieważ już dawno temu napisałem, poirytowany niezrozumiałością przekazu jednego z wierszy czytanych poetów: Na Boga! Poezja nie jest li tylko metaforą imaginacji poety – kaźnią logiki rozumu!

Zarówno poezji, jak i prozy Wiesława Prastowskiego, niepodobna interpretować, ponieważ każde dodatkowe słowo byłoby swoistą tautologią, połączoną z pleonazmem. Nie wymaga ona, według mnie, żadnych wyjaśnień czy dopowiedzeń, ponieważ jest kompletną i logicznie przepracowaną, przez co zrozumiałą w całej rozciągłości swojego przekazu. Wisława Szymborska miała powiedzieć ze współczuciem dla współczesnych „Ileż zbędnych słów jest w eterze, które go tak bardzo zaśmiecają”. Każde słowo napisane przez Wiesława Prastowskiego jest wyważone, logiczne i celowe, wypowiedziane z wrażliwością etyczną gentelmana i erudyty, przez co Jego styl jest jasny i precyzyjny w wyrażaniu myśli, charakteryzując się głębią przemyśleń refleksyjno-filozoficznych.

Poezja z założenia jest chwytaniem ulotności chwili (carpe diem), ubranej, niestety, w żebraczy płaszcz słów, co pewnie przyzna każdy piszący, niezależnie od formy czy użytych środków stylistycznych. Jest próbą oddania owej ulotności, ideą perfekcji wizji autora jako tajemnicy dotknięcia niewidzialnego obrazu świata równoległego. Autor widzi oczyma wiedzy, doświadczenia i wrodzonej intuicji, a następnie interpretuje uchwyconą chwilę, malując obraz słowny.

Poezja jest zatem rodzajem fotografii chwili, zatrzymanym obrazem nieustającego ruchu czasoprzestrzeni, który determinuje widzenie autora
jako wiedza z jednej, z drugiej zaś strony formalna umiejętność malowania owych niewidzialnych obrazów pędzlem słów, przy użyciu palety barw środków stylistycznych. 

Słowo implikuje myśl, a myśl głębokie przeżycie danej sytuacji życiowej, która, przepracowana przez artystę, skutkuje jego dziełem. Przeżycie zatem predestynuje dzieło. Irving Stone, w powieści o życiu i twórczości Michała Anioła pod wiele mówiącym tytułem Udręka i ekstaza, pisał o udręce Mistrza, którego przeznaczenie budziło w nocy, żeby w padających na skałę promieniach wschodzącego słońca pokazać mu rzeźbę Dawida. Ekstazą miał być moment ukończenia dzieła.

Wiesław Prastowski zwykł żartobliwie „mawiać, że medycyna jest Jego legalną żoną, a poezja kochanką”. Kochanką, która „(…) jest wtedy / gdy wchodzimy w siebie”[55], to ona „(…) wydobywa dobro w pięknie / ubogaca naszą mądrość”[56], „(…) jest próbą ocalenia siebie / (…) zastanowieniem się / nad tym kim byliśmy / kim jesteśmy”[57], a sam proces twórczy „(…) jest zapisem / jednostkowego przeżycia / którego źródłem jest radość istnienia”[58].

Co było dla Niego ową radością istnienia, napisał w wierszu Lubię[59]:

„W letnie wieczory
lubię
siedzieć na tarasie
kiedy zmęczone słońce
zmierza ku zachodowi
zapada w czeluść nocy
patrzeć na drzewa oczekujące
wieczornego dotyku wiatru
rozmawiając z Iwoną
smakować nalewki
z pigwy lub aronii
idąc pawłowickimi ulicami
spotykać przyjaciół
rozmawiając o książkach
obejrzanych filmach
pojechać do Ramiszowa nad rybne stawy
nic się nie dzieje
zwykła codzienność.”

Zwykła, a zarazem jakże niezwykła codzienna umiejętność dostrzegania piękna otaczającego świata z jego „małymi radościami dnia powszedniego”,
jak pozwoliłem sobie nazwać w jednym z moich wierszy codzienne, na pozór zwykłe czynności, które sprawiają nam przyjemność, a których nieraz nie dostrzegamy lub nie doceniamy, takie jak „poranna kawa, perfumy czy w radiu głos Pana Tomasza Olbratowskiego z jego felietonem.”

OCENA

Legenda głosi (a film Miloša Formana „Amadeusz” ją utrwala), że po premierze opery „Uprowadzenie z seraju” cesarz Józef II miał powiedzieć do Mozarta: „Tutaj jest za dużo nut”. Utwór ten odniósł, jak wiemy – mimo tych krytycznych słów – ogromny sukces i przyniósł kompozytorowi sławę również
poza Wiedniem, ośmieszając tym samym – dzisiaj należałoby powiedzieć – influencera tamtej epoki.

Poezja Wiesława Prastowskiego jest, jak już wyżej wspomniałem, przejrzysta, logiczna i zrozumiała w swoim przekazie. Każde pojedyncze słowo jest przepracowane i przemyślane; zarówno w Jego prozie, jak i w poezji, nie ma zbyt wielu słów, ale też żadnych niedopowiedzeń – jest pod względem treści kompletna.

Wiersz sam w sobie nie jest poezją. Jest on narzędziem wyrażania poezji – sługą podświadomości. Jej treścią jest natomiast nadświadomość duchowości.

Poezja dla Wiesława Prastowskiego nie była rzemiosłem, nie uprawiał jej zawodowo, czerpiąc z niej korzyści, lecz – jak twierdził – była Dotykiem muzy.

Z szacunku dla teorii literatury poezję Wiesława Prastowskiego zaliczyć należy, pod względem struktury, w przeważającej części do wiersza stroficznego białego lub wolnego, tak bardzo współcześnie popularnego, z nielicznymi przykładami wiersza stychicznego wolnego i/lub białego.

Powyższa klasyfikacja strukturalna poezji Wiesława Prastowskiego jest jednak co najmniej niejednoznaczna przez jeden, wcale nie drobny, szczegół, który stał się w moim przekonaniu cechą charakterystyczną Jego poezji. Jest nim kropka stawiana przez poetę na końcu każdej strofy lub całego wiersza. Traktując tę kropkę jako znak interpunkcyjny, wiersze należałoby sklasyfikować jako wiersz stychiczny lub stroficzny wolny, ale wtedy zawierałyby one błędy interpunkcyjne, a to z powodu braku innych znaków interpunkcyjnych w strofie lub danym wierszu. Dlatego kropkę Wiesława Prastowskiego, po wnikliwej analizie jego twórczości, traktowałbym nie jako znak interpunkcyjny, lecz jako odrębne semantycznie słowo, podobne do takich słów jak „amen” czy „howk”, które „definitywnie i ostatecznie” (tautologia tak obecnie popularna, nie tylko przez program „Milionerzy”) zamykają zawarty w danej strofie czy wierszu dogłębnie przemyślany i logicznie przepracowany temat, bez jakichkolwiek dopowiedzeń.

Episteme medycznych ograniczeń ze świadomością kruchości ludzkiej egzystencji, widocznej w ulotności cielesnego wymiaru homo sapiens, połączone z wrażliwością poetyckiej duszy, skutkują u Wiesława Prastowskiego pod względem treści prozatorską liryką refleksyjno-filozoficzną wrażliwego humanisty, odczuwającego w dwójnasób ból egzystencjalny dualizmu istnienia, wysublimowany do kości rozumienia poruszanego tematu.
Jego dialektyka z jednej, z drugiej zaś strony eksplikacje, połączone z prostotą użytych środków stylistycznych, nie pozostawiają złudzeń, trafiając do każdego czytelnika swoją przejrzystością i oczywistością poruszanych tematów. Ciężko się z nimi nie zgodzić, a każda parafraza wydaje się być zbędną tautologią. Eseje natomiast są swoistymi traktatami filozoficznymi, opartymi na wszechstronnej wiedzy i doświadczeniu praktykującego doktora nauk medycznych.

WSPOMNIENIA

Wiesław Prastowski, jak każdy człowiek obdarzony etyczną i estetyczną wrażliwością, był i nadal jest obecny z całą pewnością nie tylko we wspomnieniach najbliższych mu osób – mam tu przede wszystkim na myśli Jego żonę Iwonę, kolegów i koleżanki z pracy (czyli Państwa), lecz także wspomnieniach każdego pojedynczego pacjenta, którym się opiekował.

Wszyscy oni stawali się – lub chcieli się stać – Jego przyjaciółmi, albo przynajmniej znajomymi, zarażeni Jego dobrocią serca, mądrością doświadczenia i elegancją bycia gentelmanem, tak nietuzinkowo znającym granice smaku słowa i zachowania.

Jerzy Stasiewicz, poeta i znajomy Wiesława Prastowskiego, zapytał Go kiedyś jako lekarza o kondycję polskiej służby zdrowia. Błyskotliwa odpowiedź była równie zaskakująca, co prawdziwa: „Jurku – lepiej być byle jak zdrowym, niż najlepiej leczonym”. Dystans do siebie samego, prawda i trafność wyrażanych poglądów cechuje ludzi wielkich. Taki właśnie był Wiesław Prastowski.

ZAKOŃCZENIE

Szanowni Państwo,

z pewnością część z Państwa zadaje sobie – skądinąd słuszne – pytanie: Czym jest ów panenmiłizm z tematu dzisiejszego wykładu? Skąd pochodzi
i co oznacza? Spieszę zatem z wyjaśnieniem.

To neologizm, który pozwoliłem sobie stworzyć, myśląc o życiu i twórczości Wiesława Prastowskiego z wszechobecną Miłością, która emanowała z Niego wszędzie i względem wszystkich. Prefix pan- oznacza „wszystko”, en- „w”, czyli „wszystko w”. Wszystko, co było udziałem Wiesława Prastowskiego pochodziło z Miłości, było Miłością i istniało w otoczeniu Miłości. Nazwanie natomiast życia i twórczości Wiesława Prastowskiego panenmiłizmem jest próbą wystopniowania słowa Miłość, pokazania jego wszechzakresu, rozszerzenia jego znaczenia na bezgraniczną, nieskończoną wszechobecność absolutu Miłości bez początku i końca, jako boskiego pierwiastka wszechistnienia, obecnego w bezczasie czasoprzestrzeni przed prawybuchem, ale także empirycznie jako wodór w samym „big bang” jako początku pramaterii; wszechobecnością nienazwanej najwyższej siły przedistnienia nicości próżni i nazywalnej obecności pełni ziemskiej materii zawartej w diamencie, która będzie trwać pełnią nicości i nicością pełni w nieskończonej kwadraturze początków i końca istnienia. Najkrócej panenmiłizm określają trzy słowa – bezgraniczna wszechobecność Miłości.

Tylko nieliczni mogą dostąpić zaszczytu kosztowania nektaru Miłości. Nie jest Ona nam (na)dana ad hoc, gdyż życie oznacza, niestety, także próbę bólu i cierpienia na drodze przemijania, utraty i odchodzenie ze stoickim „sustine et abstine” („cierp i panuj”). Wiesław Prastowski przeżył życie z całym wachlarzem doświadczeń tegoż, kosztując tęczę zbytków i uniesień, sensu i nonsensu znanego nam ziemskiego świata.

Gdybym miał pokusić się o napisanie epitafium na grobie Wiesława Prastowskiego, brzmiałoby ono:

„Żył, pisał i kochał sercem przepełnionym humanistycznym panenmiłizmem.”

„Laudacja z kropką”

Życie i twórczość Wiełsawa Prastowskiego były odzwierciedleniem greckiej filozofii kalokagatii prawdy, ubranej w jeden z najpiękniejszych strojów słownych, niczym z dzieł Homera, Solona czy Tukidydesa. Jego życie cechowała najwyższa szlachetność i etyka. Szlachetność w życiu osobistym mężczyzny – gentelmana i zachowanie najwyższej etyki w zawodzie lekarza – Mistrza. Człowiek ten był przykładem humanistycznej
Miłości człowieka do człowieka – Miłości wszechobecnej, bezinteresownej i bezgranicznej sensu stricte, bez żadnych ograniczeń ani do wewnątrz, ani na zewnątrz. Miłości z matematycznym znakiem nieskończoności.

Dzisiejszy wykład jest potwierdzeniem słów zawartych w jednym z jego szkiców, opublikowanych w „Gazecie Kulturalnej” – Non omnis moriar, czyli: nie wszystek umrę, co było niewątpliwie pragnieniem Wiesława Prastowskiego, wyrażonym także w wierszu Zostawić ślad na drodze przemijania[60], w którym czytamy:

„Chcemy zostawić choćby dobre wspomnienie
Jakiś ślad na drodze przemijania”

Wiesławie – niniejszym potwierdzam: nie wszystek umarłeś! Zostały po Tobie nie tylko wspomnienia, ale także, albo przede wszystkim, Twoje dzieła – od dobrze funkcjonującego szpitala, poprzez „uczłowieczające człowieka” dyskursywne eseje, po refleksyjno-filozoficzną poezję.

Tak, jak obiecałem na początku niniejszego wykładu, chciałbym teraz przedstawić Państwu moje in memoriam Wiesława Prastowskiego i Jego poezji, z cechą charakterystyczną w postaci kropki, pozostając w konwencji liryki prozatorskiej wiersza białego z jego charakterystycznym minimalizmem treści:

Laudacja z kropką

Oczarowany
słowem
męskiej logiki
egzystencjalizmu
okraszonego
filozofią dyskursu
wiedzy i doświadczenia


przechadzam się
po niewyrażalnie pięknym
ogrodzie poezji
kalokagatii prawdy


czując
do szpiku kości
kropkę
każdego podniesionego tematu.

Dziękuję przeznaczeniu za spotkanie z prof. Iwoną Kątnik-Prastowskią i Jej życzliwe dzielenie się dorobkiem zmarłego męża dr n. med. Wiesława Prastowskiego, które było dla mnie prawdziwą ucztą intelektualną i motywacją do dalszej pracy twórczej, której owoce zaprezentuję już w kolejnych wpisach.

In memoriam Wiesława Prastowskiego

In Memoriam … Z dedykacją dla Pani Iwony.

[1] J. Kofta, Pamiętajcie o ogrodach.
[2] W. Prastowski, Liście losu, [w] Cisza przemijania, Wrocław 2019, s. 15.
[3] W. Prastowski, Na krawędzi, [w] Smakowanie czasu, Wrocław 2007, s. 53 i Obrazy słowem malowane, Wrocław 2009, s. 39.
[4] W. Prastowski, Ze zbiorów własnych żony Iwony Kątnik-Prastowskiej.
[5] W. Prastowski, Dziękuję Mamo, [w] Dotyk muzy, Wrocław 2004, s. 31.
[6] W. Prastowski, Z podróży przez życie, [w] Dotyk muzy, Wrocław 2004, s. 30.
[7] W. Prastowski, świat dzieciństwa, [w] Człowiek potrzebuje człowieka, Warszawa 2001, s. 76.
[8] W. Prastowski, Co mogą zrobić piszący lekarze, Ze zbiorów własnych żony Iwony Kątnik-Prastowskiej.
[9] W. Prastowski, Introspectus, [w] Między światem a zmierzchem, Wrocław 2003, s. 43.
[10] W. Prastowski, żyć więcej niż jeden raz, [w] Antologia XVII Festiwalu Poezji POECI BEZ GRANIC, Wrocław-Polanica 2020, s. 96-97.
[11] W. Prastowski, Co mogą zrobić piszący lekarze, Ze zbiorów własnych żony Iwony Kątnik-Prastowskiej.
[12] W. Prastowski, Introspectus, [w] Między światem a zmierzchem, Wrocław 2003, s. 43.[13] W. Prastowski, żyć więcej niż jeden raz, [w] Antologia XVII Festiwalu Poezji POECI BEZ GRANIC, Wrocław-Polanica 2020, s. 96-97.
[14] W. Prastowski, To był błąd, [w] Smakowanie czasu, Wrocław 2007, s. 38.
[15] W. Prastowski, Każdy z nas jest opowiadaniem czyli rzecz o człowieczeniu człowieczeństwa, [w] Zmysły śpiewały, Wrocław 2017, s. 24.
[16] W. Prastowski, Wyznanie, [w] Optimus et Maximus, Wrocław 2017, s. 46.
[17] W. Prastowski, Panie, do Ciebie idę, [w] Dotyk muzy, Wrocław 2004, s. 58.
[18] W. Prastowski, Każdy z nas jest opowiadaniem czyli rzecz o człowieczeniu człowieka, [w] Zmysły śpiewały, Wrocław 2017, s. 23.
[19] W. Prastowski, Od Autora, [w] Cisza przemijania, Wrocław 2019, s. 5.
[20] A. Kierzak, Wspomnienie ze zbiorów własnych żony Iwony Kątnik-Prastowskiej.
[21] W. Prastowski, Zapiski z pamiętnika ze zbiorów własnych żony Iwony Kątnik-Prastowskiej.
[22] W. Prastowski, Do Ciebie, [w] Ars longa, vita brevis, Wrocław 2015, s. 29.
[23] W. Prastowski, Pomiędzy słowami, [w] Ars longa, vita brevis, Wrocław 2015, s. 11.
[24] W. Prastowski, Pełnieje lato, [w] Ars longa, vita brevis, Wrocław 2015, s. 12.
[25] W. Prastowski, Mówię o Tobie, [w] Ars longa, vita brevis, Wrocław 2015, s. 15.
[26] W. Prastowski, Nie ma Cię, [w] Ars langa, vita brevis, Wrocław 2015, s. 17.
[27] W. Prastowski, Tęsknię do Ciebie, [w] Ars langa, vita brevis, Wrocław 2015, s. 14.
[28] W. Prastowski, Zamkniemy okiennice, [w] Ars langa, vita brevis, Wrocław 2015, s. 18.
[29] W. Prastowski, Pragnienie, [w] Ars langa, vita brevis, Wrocław 2015, s. 20.
[30] W. Prastowski, Pożądanie, [w] Ars langa, vita brevis, Wrocław 2015, s. 19.
[31] W. Prastowski, Przez Ciebie, [w] Ars langa, vita brevis, Wrocław 2015, s. 23.
[32] W. Prastowski, Czas, [w] Między światem a zmierzchem, Wrocław 2003, s. 13.
[33] W. Prastowski, Czymże jest śmierć, [w] Człowiek potrzebuje człowieka, Warszawa 2001, s. 24.
[34] W. Prastowski, Cisza przemijania, Wrocław 2019.
[35] W. Prastowski, Czymże jest śmierć, [w] Człowiek potrzebuje człowieka, Warszawa 2001, s. 24.
[36] W. Prastowski, Jest coś, [w] Między świtem a zmierzchem, Wrocław 2003, s. 55.
[37] W. Prastowski, Wiara, Nadzieja, Miłość, Ze zbiorów własnych żony Iwony Kątnik-Prastowskiej.
[38] W. Prastowski, Przy wigilijnym stole, Ze zbiorów własnych żony Iwony Kątnik-Prastowskiej.
[39] W. Prastowski, Łaska wiary, [w] Obrazy słowem malowane, Wrocław 2009, s. 11.
[40] W. Prastowski, Panie, [w] Optimus et Maximus, Wrocław 2017, s. 29.
[41] W. Prastowski, Deszczowe preludium.
[42] W. Prastowski, Zamienić klęski w zwycięstwa, [w] Dotyk muzy, Wrocław 2004, s. 52.
[43] W. Prastowski, Mój czas jest ze mną.
[44] W. Prastowski, Każdy z nas jest opowiadaniem czyli rzecz o człowieczeniu człowieczeństwa, [w] Zmysły śpiewały, Wrocław 2017, s. 23.
[45] Tamże, s. 23.
[46] Tamże, s. 23.
[47] Tamże, s. 24.
[48] Tamże, s. 24.
[49] Tamże, s. 24.
[50] W. Prastowski, Rozważania nad czasem, [w] Ars longa, vita brevis, Wrocław 2015, S. 124.
[51] W. Prastowski, Rozważania nad czasem, [w] Ars longa, vita brevis, Wrocław 2015, s. 124.
[52] Tamże, s. 124.
[53] W. Prastowski, Jesteśmy, [w] Ars longa, vita brevis, Wrocław 2015, s. 124.
[54] W. Prastowski, Uczę się, Ze zbiorów własnych żony Iwony Kątnik-Prastowskiej.
[55] W. Prastowski, Czym jest poezja, Ze zbiorów własnych żony Iwony Kątnik-Prastowskiej.
[56] W. Prastowski, Być mężczyzną i poetą, Ze zbiorów własnych żony Iwony Kątnik-Prastowskiej.
[57] W. Prastowski, Pisanie, Ze zbiorów własnych żony Iwony Kątnik-Prastowskiej.
[58] W. Prastowski, Wiersz, Ze zbiorów własnych żony Iwony Kątnik-Prastowskiej.
[59] W. Prastowski, Lubię, Ze zbiorów własnych żony Iwony Kątnik-Prastowskiej.
[60] W. Prastowski, Zostawić ślad na drodze przemijania, Ze zbiorów własnych żony Iwony Kątnik-Prastowskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *